czwartek, 24 maja 2012

kontroling

Dlaczego zwykle w maju zaczyna się coś sypać. Nie wiem co, ale znów nie jest dobrze. Teściowa doprowadza mnie do szału swoimi "dobrymi radami", "wiem co mówię". Może wie co mówi ale ja mam inne zdanie, może coś skopię w wychowaniu Małego, ale to będą nasze błędy, nie mam zamiaru żyć na jej komendę "bo źle robicie". Duży mnie wkurza bo znów nic nie robi w domu, znów wszystko na mojej głowie. Doprosić się nie można o proste rzeczy. No fakt przez ostatnie tygodnie też nie robię nic poza rzeczami koniecznymi, ale jakoś wolę siedzieć z Małym na dworze niż sprzątać chatę odganiając się od niego. Mały ma jakiś okres bardzo mamowy, chodzi za mną mini cień, normalnie ruszyć się nie mogę bez niego, co zaczyna mi doskwierać. W pracy zaczyna się gorący okres, sesje, egzaminy wstępne, obrony. Zaczyna się dziać aż za dużo na raz. Wracam po pracy padnięta, muszę wysłuchać wykładu o tym jak złą matką jestem, wieczorem padłabym razem z Małym ale jeszcze coś robię, w nocy wstaje bo mnie woła, rano wstaję i lecę do pracy. Wychodzi na to, że to przemęczenie, chyba. Marzę już o wrześniu. Mały pójdzie do przedszkola i nie będę musiała codziennie teściowej oglądać. Raj. Chociaż wykłady będą z głowy, choć pewnie na początku będzie codziennie dzwonić i pytać czy aby dzieckiem się umiem zająć. Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie materiału.

piątek, 11 maja 2012

nudziło mi się w pracy

czwartek, 10 maja 2012

specyficzni rodzice

Cos mi dziś dało do myślenia więc się tym z wami podzielę.
Nigdy nie byłam przeciw związkom homoseksualnym, nie byłam również przeciw adoptowaniu dzieci przez pary homoseksualne. Przecież lepiej żeby dziecko zaznało miłości, choćby takiej "innej", niż całe życie spędziło w domu dziecka. Choć w Polsce brak na to tolerancji. Ale dziś coś przeczytałam, jakiś artykuł, gdzieś, nawet nie wiem gdzie. Było tam o lesbijskich parach wychowujących chłopców, którzy to dorastając stwierdzili, że chcą być kobietami. I to właśnie może być to co przemówi za moim sprzeciwem. Bo prawdopodobnie byli to chłopcy o heteroseksualnej orientacji, ale przez lata wychowywani przez kobiety, bez żadnego wzorca męskiego, psychicznie się zmienili. Czy gdyby wychowali się gdzie indziej byłoby inaczej? Z drugiej zaś strony często mama z babcia wychowuje synka i tak się nie dzieje (no dobra one nie okazują sobie uczuć tak jak lesbijki). Myśląc o tym głębiej to może to przypadek, może to jakiś wyjątek od reguły. Rodzice są teraz różni, jedni dają dziecku na imię Adolf Hitler, inni sprawiają, że dwu latek jest nałogowym palaczem, matki każą się córkom smażyć w solarium, ojcowie poją dzieci piwem, rodzice przebierają chłopców za dziewczynki. To wszystko szokuje, to wszystko są dzieci z heteroseksualnych związków. To wszystko to niedojrzali rodzice przelewający na niewinne dzieci swoje, pasje, nawyki, spełniający swoje marzenia ich kosztem. Może to ta para lesbijek tak pokierowała życiem swojego syna, że zapragnął być on kobietą, może gdyby inaczej go wychowywały to wcale by tego nie chciał.  Świat się zmienia, dzieją się na nim różne dziwactwa, dziwactwa, które dają do myślenia, dziwactwa, które każą zastanowić się co jest normalne.

wtorek, 8 maja 2012

raj

Rozpusta. Masaż stóp, masaż pleców, długa kąpiel i Army of Two do 24. Sprzatanie nie tkniete. Ciut tylko nie wyspana jestem.
Dłuuuuuugi weekendzik minął. Codziennie robiliśmy coś ciekawego więc było fajnie. A teraz kilka dni laby bo Mały na wakacjach z babcią doi krowę, jeździ na koniku, wyprowadza kozy na pastwisko i zbiera jajka. A ja co, no jak co w końcu mam czas na chwilę oddechu i porządne wyprzątnie mieszkania (choć nie chce mi się w cholerę), no ale trzeba wykorzystać te trzy popołudnia pustego domu.

środa, 25 kwietnia 2012

szybka akcja

Przeprowadziłam szybka akcję. Znalazłam przedszkole w którym zostały wolne miejsca i jest po drodze do pracy (Duży rano pojedzie ciut naokoło ale prawie po drodze) i mamy w domu przyszłego przedszkolaczka. Plus przedszkola jest taki, że się w nim gotuje i obiadek jest o 14, poza tym jest dość małe no i mama z którą rozmawiałam nie miała żadnych "ale". Także jestem dobrej myśli, jakoś to będzie z tym wożeniem. Nie skaczemy pod sufit z radości, bo miało być inne przedszkole, ale trudno, za jakiś czas przegryzę. Okazuje się, że w różnych dzielnicach jest różnie, w tamtej dzielnicy dostał by się z biegu, u nas jest natłok dzieciaczków. Jakoś to będzie.

wtorek, 24 kwietnia 2012

przedszkolnie

Zaświadczenie załatwione, jeszcze tylko do spowiedzi muszę iść. Mamy całkiem miłego proboszcza w kościele na osiedlu, pogroził mi palcem, kazał się poprawić i wypisał co trzeba.
Głowę ma zaprząta teraz dużo spraw. Za 4 dni chrzciny, a ja nie mam w co się ubrać i nie mam prezentu. Ale to mniejszy problem niż ten, że Mały nie dostał się do przedszkola. Odczułam jawną niesprawiedliwość i dyskryminację rodziców oboje pracujących i ich dzieci. Przedszkole integracyjne a więc miejsc 20, z czego 5 dla dzieci niepełnosprawnych i dalej: 8 "samotnych" matek, 4 dzieci które mają rodzeństwo w przedszkolu, 1 z niepełnosprawnymi rodzicami, w dwoje z pełnych rodzin w tym jedno z nauczycielskiej i jedno, które chodziło do żłobka. No co za kurna porąbany kraj. Kto wybrał ten porypany rząd, kto ustala te przepisy?? Rozumiem, że mój syn nie dostanie się na studia, ale do przedszkola? I skąd na świecie nagle tyle samotnych matek, powinni jakoś weryfikować ich samotność. gdybym się nie bała, że ktoś to sprawdzi mogłabym też wpisać, że samotna jestem i ok. Ale tak to jest jak jest się uczciwym. Eh brak mi słów, jestem kłębkiem nerwów, i mam ogromny żal.
Złożyliśmy odwołanie, zastanawiam się jeszcze nad odwołaniem do kuratorium.

czwartek, 12 kwietnia 2012

kościelnie

Kościół, temat rzeka. Nie wierzę w kościół, wierzę w Boga.Temat rzeka. Miałam dziś załatwić zaświadczenie, bo mam zostać matka chrzestną małej J. Zapakowałam więc Małego w tramwaj i pognaliśmy pół miasta do mojej parafii, myślałam, że to logiczne, tam miała chrzest, komunię, bierzmowanie i ślub. A okazało się to nie całkiem logiczne bo zaświadczenie mam mieć z parafii miejsca zamieszkania bo tam niby chodzę do kościoła. Tyle, że tam nie chodzę bo jak już idę to gdzie indziej i nie jakoś stale w jedno miejsce. Więc kto ma mi dać to głupie zaświadczenie. Biuro parafialne u nas na osiedlu otwarte jest w takie godziny kiedy idę z Małym do lekarza lub jestem w pracy, a i tak spodziewam się, że ksiądz mi powie, że mi nie da zaświadczenia, i wtedy co... nie będę mogła zostać matka chrzestną J.??? A chrzciny za 2 tygodnie. No po prostu zwykła chrzaniona instytucja.

wtorek, 3 kwietnia 2012

urodziny

Kiedyś myślałam, że zawsze będę mieć 25 lat. A tu proszę za dni parę 31 stuknie. Ależ to moje, życie się zmieniło. W wieku wspomnianych 25 lat była zagorzałą zwolenniczką nieposiadania dzieci. Teraz jestem zagorzałą zwolenniczka posiadania dzieci. Byłam też zwolenniczką wolnych związków, i chyba nadal jestem. Wtedy miałam ambicje, teraz mam stałą kiepsko płatna pracę w budżetówce, ale za to z jasnymi zasadami dającą mi czas na posiadanie dzieci. Wtedy liczyły się kolejne imprezki, znajomi w ilości dużej, teraz liczy się spokój domowy i wierni przyjaciele. Miałam 10 kilo mniej, więcej zębów, lepszy wzrok, ukochane glany. Mam 10 kilo więcej, sypiące się zęby, problemy z dowidzeniem, i zamiast glanów (które spoczywają w kartonie) kilka par prawie damskich butów.  Nigdy nie mów nigdy, życie zmienia się w zastraszającym tempie, ja się zmieniam. Moje poglądy, plany, marzenia. A przy tym wszystkim staram się nie zatracić siebie. Ciągle mam cięty język, zbyt szczere odzywki i wierzę, że jutro będzie lepsze, i w to, że wszystko co dzieje się w naszym życiu musi się wydarzyć abyśmy dziś byli tacy jak jesteśmy. A jesteśmy kimś ważnym... dla kogoś.

sobota, 10 marca 2012

piorun

Chodzę dziś i rzucam piorunami. Duży od rana z bolącym gardłem - a więc obłożnie chory. W związku z czym Małego nie dało się wyciągnąć z domu na drzwi otwarte do przedszkola, no bo jak taty w tygodniu niemal nie widuje to w weekend chce być z nim choćby leżąc w łóżku. A więc musiałam iść sama, spotkałam parę znajomych dzieciaków z piaskownicy, złożyłam kartę zgłoszeniową i trzeba czekać. Swoją drogą dopiero teraz poczytałam nieco o rekrutacji i mam coraz większe obawy, że Mały może się nie dostać, wybraliśmy tylko jedno przedszkole i pałam nadzieją, że nie odczuję dyskryminacji małżeństw na rzecz samotnych matek. Poczekamy zobaczymy. A więc chodzę i rzucam piorunami, jak tylko Duży się do mnie odezwie to mam ochotę go zagryźć, jak tylko Mały strzela fochem to mam ochotę pierdolnąć to wszystko i wyjść. Rozpuściła go ta babcia do granic możliwość, pielęgnując jego posiadanie własnego zdania nie zauważyła, że powoli nic już nie może być nie po jego myśli, dziecko cofa mi się w rozwoju twierdząc, że nie umie samo tego czy tamtego, kurka a miesiąc temu jakoś umiał. A więc chodzę i rzucam piorunami, chyba kulistymi bo latają od rana po domu wracając do mnie od czasu do czasu.